O wszystkim tylko nie o fizyce.
RSS
niedziela, 28 września 2008
The Office: Weight Loss
Ludziska, goshhh...jak to to dobrze mieć "The Office" z powrotem na ekranach. Poprzedni sezon pomimu strajku scenarzystów był kapitalny, rozrzucił kilka przechernych "set the stage moments" i zostawił nas z pustką w środku spowodowaną brakiem co tygodniowej dawki naszych ulubionych bohaterów. Te ciężkie czasy już na szczęście za nami. W Ameryce właśnie startują nowe sezony wszystkich seriali. Powraca jak zwykle rewelacyjna "Ekipa"(znakomity epizod startujący, polecam), dwunasty sezon wszystkim znanych "Simpsonów"(oczywiście największe lata serial ma już za sobą ale początek nowego sezonu jest interesujący...kto wie może za parę lat obejrzymy się wstecz by stwierdzić, że ten odcinek to był początek kolejnej złotej ery tego wybitnego serialu)..."Mad Men" jeszcze nie wystartował a "Herosi" troche zawiedli(akcja i fabuła są kapitalne ale scenarzyści muszą się postarać by po prostu zaczęło nam zależeć choć trochę na głównych postaciach. Inaczej wszystko nie ma znaczenia). Do tego kolejny przeszczep na amerykański grunt czyli pilot zaoceanicznej wersji "Małej Brytanii". "Dexter" ponoć znakomity(nie widziałem jeszcze). "Fringe" czyli nowe show od twórców "Losta" bardzo dobre. Plus parę innych seriali...Na prawdę z radością w sercu mogę powiedzieć, że oprócz nowego odcinka "Ekipy" i pod tradycyjną(wiadomo, długi czas zdjęć) nieobecność "Losta", "The Office" zaliczyło najlepszy start z pośród tych wszystkich seriali...na inne nie mam czasu ale czytając recenzje wszystkich pozostałych, których nie wymieniłem na site'ach pokroju IGN...no opinie są jednoznaczne...."The Office" rządzi i być może będzie to najlepszy sezon w historii...i być może Steve Carell wreszcie dostanie zasłużoną nagrodę za wybitne osiągnięcie jako aktor pierwszoplanowy. A już na pewno i tak milionowa oglądalność tego serialu podskoczy. Jak z każdym rokiem. Czytajcie moje wrażenia :-).

Jako pierwszy odcinek po długiej absencji, rozrzucający wątki na nadchodzący sezon - "Weight loss" jest po prostu właściwie wykonane. Jest tu wiele do opowiedzenia jeśli chodzi o niektóre elementy tylko zarysowane w finale zeszłego sezonu i praktycznie każdy z tych wątków jest strzałem w środek tarczy. Michael jest jak zwykle znakomity na swój zwariowany obelżywo-indywidualny-sposób. Znów nawiązuje w swoich tekstach do różnych klasyków tak telewizji jak i kina, parodiuje co i rusz kogoś lub coś a gdy wkracza do sali konferencyjnej w stroju sumo by gadać jak zwykle, że "coś złego dzieje się ze społeczeństwem" tym razem jak traktuje i spycha na margines ludzi otyłych, na ścianie wiesza zdjęcie Jabby z Gwiezdnych Wojen, Elvisa Presleya, piankowego potwora z "Pogromców duchów", Lawrenca z "Agenta XXL" i świnii(która "Też jest pięknym stworzeniem) a do swojego wstępu przygotowuje się oglądając występy komika Michaeala Clumpa(odpiera zarzut Oscar, że Clump się naśmiewa z otyłych ludzi twierdząc na swój "majkelowski" sposób, że on wręcz celebruje otyłośc). Zresztą Jim też mu kapitalnie ripostuje stwierdzając..."Skoro ciągle mówisz, że coś złego dzieje się ze społeczeństwem to może coś nie tak jest z tobą?". Michael pomaga Jan z jej dzieckiem. Nawet powiedział wszystkim, że to jego dziecko i wydaje się trzymać tej wersji.(kiedy daje Jimowi kondom, by mógł "uniknąć błędu który on popełnił"). Jak Pam odjeżdzała to zbieg,(przerwacając się przy okazji) po schodach i rozmemłany, zasapany z koszulą na wierzchu podbiega do niej by jej przekazac wiersz pożegnalny który napisał...ale pamiętał tylko jego ostatnie słowo ;-). A gdy Pam była już w Nowym Yorku i rozmawiała przez kamerkę w latopie z Jimem, Michael podniecony jak dziecko to zauważył i oczywiście zaczął biegac z Pam w laptopie i jej wszystko pokazywac w biurze
Pam pojechała na zajęcia w szkole sztuki w Nowym Yorku. W tym czasie Jim kombinuje co by tu robić gdy jej nie ma. Dwight i Angela wciąż mają romans, podczas gdy Angela litościwie każe Andy'ego za to, że ją kocha. Phyliis zaszantażowała Angele i przejeła dowodzenie na komitetem planowania przyjęć, zmotywowany Stanley się odchudza a Holly(z każdą chwilą coraz znakomitsza Amy Ryan) kontynuje zainteresowanie Michaelem i wzbudzanie jego zazdrości.
Ten epizod ma po prostu niebotyczną ilośc znakomitych momentów. To kolejny kapitalny mix krwistych, prawdziwych, interesujących, indywidualnych i wiarygodnych postaci z komedią sytuacyjno-słowną przy zachowaniu idealnego balansu. To właśnie te "zderzenia" doskonale i konsekwetnie budowanych portretów charakterologicznych, popularnych figur pewnych symbolicznych, ponowoczesnych postaw jakie te postaci kreują + plus fakt, że jednocześnie każda z tych postaci ma mocno indywidualny rys w połączeniu z nawiązaniami do popularnych zjawisk naszych czasów, żartami słownymi, żonglerką językową i inteligencją z jaką to wszystko jest rejestrowane sprawia, że na każdym kroku czeka nas tu co najmniej kilka wielopłaszczyznowych dowcipów, niuansów do wypłapania wszystkich potrzeba nawet paru seansów a to i tak przy założeniu, że dobrze się zna język angielski z jego slangiem i cechami charakterystyczmi a także jest się oczywiście kumatym i wrażliwym na pewne filmowe konwencje. Wydaje się, że z każdym kolejym sezonem, twórcy tego show coraz więcej mogą zrobić z bohaterami w przeciągu coraz krótszego "serialowego" czasu. Mamy tu do czynienia z pewnym scenariuszowym przeskokiem i nawet poboczne postaci wkroczyły na nowe ścieżki.
Jest w tym odcinku coś trochę zaskakującego i myślę, że można to uznać za pewne śmieszne rozwinięcie. Kamera - niewidoczny operator robiący dokument do którego nikt się nigdy nie zwracał nawet podczas odpowiadania na różne pytania, w tym odciknu parę razy otrzymał takie scenki. Nawet słyszymy jego westchnienie kiedy Jim zamyka przed nim drzwi w pokoju Pam, Dwight "znajduje" kamerzystę w tryumfującym geście po klepnięciu Angeli w tyłek w ładowni. A na końcu epizodu Toby(kapitalne cameo) mówi do kamery "To miło mieć jakichś gości".
Ryan powraca - jakkolwiek jednak daleko od glorii - znów jako "temp". Przeszedł od "najmłodszego VP w historii firmy" do bycia recepcjonistą. Co wydaje się być, czymś niżyszym niż jego praca jako tempa w pierwszych trzech sezonach - sprzedaży. Ma wyrąbane momenty na linii z Jim'em - który celnie mu wytyka, że on nie jest ochotnikiem tak jak twierdzi tylko "wykonuje rozkazaną przez sąd służbę społeczeństwu". A Kelly mu wytyka, że jest "zabójczo zakochana w Darylu" kiedy odrzuca jego zaproszenie na randkę(ale wydaje się to raczej nie do końca tak). Jeden z najlepszych joke'ów tego odcinka jest odkryty gdy okazuje się, że tajemnicza kozia bródka Michaela, została zainspirowana taką samą którą zapuścił sobie Ryan(zresztą później jak Ryan ją zgolił to Michael zrobił to samo co wybiło z tropu Dwighta który zapuścił sobie bródkę zainspirowany Michaelem).
To Ryana chęć do powrotu do Kelly dostarczyła nam najlepszego one-linera w tym epizodzie. Próbując usprawiedliwić swoje zachowanie, Ryan mówi "Myślę, że chyba nigdy nie przeanalizowałem 9/11(WTC)". To szczyt emocjonalnego szukania kozła ofiarnego i być może najlepsza krystalizacja tego jaką straszną osobą Ryan jest w głębi.
WIELKI moment, to oczywiście to co dzieje się w deszczu "na postoju na odpoczynek gdzie eksplodowała Lemoniada". Ten serial wykonał taką kapitalną robotę jeśli chodzi o zwodzenie, że kompletnie nie spodziewałem się, że ten moment nadejdzie. Nie sądzę by mogli to lepiej wykonać, a scenarzyści kolejny raz imponują mi doskonałym wyczuciem jeśli chodzi o wielkie i ważne wydarzenia. Jeśli związek Pam i Jima by był zbyt długo rozciągany w stanie takiej "niepewności", to stracił by swoją wiarygodność. I to jedna z największych zalet "The Office", że kompletnie do takich obrotów spraw się tu nie dopuczcza.
W tym odcinku jest oczywiście o wiele więcej kapitalnych scenek, one-linerów i momentów na różnych płaszczyznach "dowcipowych" i "komentatorskich", za dużo by wymieniać je w jednym tekście. A nie można tego stwierdzić o wielu bardzo dobrych serialach po seansie każdego odcinka - ale to typowa sytuacja dla "The Office". Bo ten serial pozostaje jednym z najśmiesznejszych, najinteligentniej napisanych, wyreżyserwanych i najlepiej zagranych przedsięwzięć w historii amerykańskiej telewizji. Dlaczego tak jednym zdaniem? Bo podobnie jak w kinowych "Clerks 2: sprzedacy" Smitha twórcy udowadniają na ekranie piękną, humanistyczną rzecz - że to nie miejsca a ludzie tworzą sobie swoją rzeczywistośc i że każdy z nas jest wyjątkowy. Że nie trzeba "miec", żeby "byc" i że firma papierniczna w małym miasteczku Ameryki może byc najciekawszym miejscem na ziemi, które z zazdrością ogląda pół świata, który ma o wiele więcej. Pod warunkiem, że znajdują się w nim osoby pokroju Michela, Kevina czy Pam. Niby szarzy, przeciętni ludzie stają się tu większymi, ciekawszymi i fajniejszymi postaciami niż osoby znajdujące się niby z jakichś tam powodów "ponad nimi". Czyli odwrotnie niż to co wkłada nam do głowy pędzący świat i telewizja. I chyba najlepiej definiuje ten serial piosenka która została umieszczona podczas poruszającego finału "Clerks 2: sprzedwacy" właśnie. "Misery" Soul Asylum do posłuchania poniżej.

05:00, bartek_swiader
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 września 2008
The Office i Gdynia
Nowiutki spot zbliżającego się wielkim krokami premier episode 5 sezonu "The Office". A tak przy okazji, krótko o rozdaniu nagród w Gdynii to nasuwa mi się parę pytań...Dlaczego nie umiemy organizowac takich gal? Dlaczego nie mamy poczucia humoru? Dlaczego ta szopka ma taka infantylną atmosferę? Dlaczego na żywo kłamie się, że filmy w tym roku są lepsze i zachwyciły krytykę? Dlaczego Andrzej Chyra był w takim szapańskim nastroju? Która para pokoleniowa była najmniej śmieszna i najbardziej żałosna w swoich wstępach i występach? Dlaczego znowu musiałem oglądac Małgorzatę Korzuchowską? Dlaczego zarówno strona graficzna jak i techniczna były takie wieśniackie? Dlaczego miałem wrażenie, że jak by zrzucic tam bombę to na świecie ostał by się sam proletariat? Dlaczego niemal wszystkie filmy konkursowe były smutne i ciemne(jak zawsze)? Oraz last but not least...dlaczego wygrał film, który zgromadził jak najwięcej starych ludzi(z całym szacunkiem) praktycznie tylko dlatego, że mówił o starych ludziach i ich tam zgromadził a połowie się zmarło do czasu rozpoczęcia gali? Ja rozumiem szacun dla nich i hołd...ale nagrody to się raczej wręcza za jakośc a nie za intencje. Poza tym jak zwykle milion lat świetlnych za amerykanami tak pod względem klimatu, aranżacji, poczucia humoru jak i wszystkiego innego. Prawie usnąłem...dobrze, że mój kot mnie budził prosząc o kolacje.
01:48, bartek_swiader
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 sierpnia 2008
Małe a cieszy

Gdzie znajdziecie pokręcony czarny humor, łamanie konwencji na każdym kroku, teksty w stylu - "Nazywam się Steven...Steven Hawking", duchownego wielbiącego snuff movies przez pomyłkę(ale i umyślnie - paradoks) utopionego w szambie, który tak na prawdę duchownym nie jest, Miss Oklachomy, która tak na prawdę jest przebiegłą nastolatką zwaną "Czarną wdową", Davida Schwimmera mówiącego przez telefon "Twoja żona masturbuje się od trzech miesięcy przez sex internetowy", słyszącego w odpowiedzi "Moja żona nie żyje od trzech miesięcy", spasionego grubasa cukrzyka, który jest zmuszany do wpierdzielania okrągłego lizaka by mu się niebezpiecznie podniósł poziom cukru, kobitę, której zostaje wbity toporek w sam środek głowy i wydając ostatnie tchnienie na krześle bujanym zdąży jeszcze powiedziec "Dawno nie słuchałam Pink Floyd'ów, małomiasteczkowy klimat, którego nie powstydziliby się bracia Cohen oraz absolutnie rewelacjny soundtrack-składanka(wart ściągnięcia)? To wszystko i wiele więcej znajdziecie w bardzo dobrej skąpanej w angielskim inteligentnym absurdzie komedii z Simonem Peggiem, która w polsce wyszła niedawno po cichu bo tylko na dvd a tytuł jej "Big Nothing". Nie przegapcie! Rzecz idealna do wyluzowanego posiedzenia w męskim towarzystwie(smakuje jeszcze lepiej po paru piwach).

 

05:47, bartek_swiader
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 sierpnia 2008
Targi i Jessica
Ano właśnie w Lipsku właśnie największe europejskie targi elektronicznej rozrywki(w przyszłym roku muszę tam pojechac) Game Convention. Cały cover targów, wszystkie newsy, co się wydarzyło, co ujawniono, screeny, filmiki, info znajdziecie pod adresem www.ign.com a tym czasem mały filmik z Lipskich targów gdzie Jessica Chobot wypytuje swoich znajomych amerykańskich dziennikarzy z IGN'u, którzy przyjechali przez ocean ekipą na wraz z nią zdawac relację z targów. Z krótkich wywiadów dowiecie się o najważniejszych newsach od Erica, Charlesa i innych a przede wszystkim popatrzycie na Jessice ;-). That's all, folks.
sobota, 23 sierpnia 2008
Add-on
No i na koniec link do strony gdzie dowiecie się wszystkiego o "The Office" - http://www.officetally.com/. Oraz filmik z wręczenia Land TV award dla serialu gdzie na wstępie twórca brytyjskiego klasycznego pierwowzoru Ricky Geravis chwali wersję amerykańską - a na linii Brytyjczycy-Amerykanie(różne typu poczucia humor) to przecież niezwykle rzadkie zjawisko. Ponad to wywiady z gwiazdami serialu i jeszcze jeden "promos" 5 serii z Dwightem w duchu bierzącej Olimpiady oczywiście. Tylko, że w "deoffisowej" wersji. No i to by było na tyle. ;-)
Dlaczego kochamy "The Office"(part2)
No a by jakoś podsumować "deoffisowe" newsy to najpierw youtubik ze wstępu do nagród Emmy 2006 gdzie host tamtego rozdania robi przebieżkę przez "światy" nominowanych seriali..jest Dr. House, 24h, South Park....a na początku oczywiście LOST z którego wpada się wprost do "The Office"(zajebiste!) na biurko Dwighta. Drugi tjubik to już moment z samego rozdania gdzie "The Office" otrzymało nagrodę za najlepszy serial komediowy. Trzeci...to The Office party po tym rozdaniu. A czwarty to "best moments" z samego serialu...ale to przecież nic bo w "The Office" jest z milion różnych zajebistych momentów. A juz 21 września rozdania Emmy 2008 gdzie "The Office" jest nominowane w trzech kategoriach. W tym min. za "outstanding performance as a lead actor" dla Steve'a Carella. Aha tu jest link z momentu wręczenia Emmy dla "The Office" bo się nie dało wgrać do newsa - http://pl.youtube.com/watch?v=Pqo6Jh3BqmA. Enjoy!
Dlaczego kochamy Michaela?
W poprzednim newsie zamieściłem zwiastun "Rockera" po którym "jutjubowi" komentatorzy mówią, że Dwight to najważniejsza postać "The Office" oprócz Steve'a Carella bo Steve'a przecież nikt nie może przebić . To święta prawda. Żadna hańba z nim przegrać . Wszak Steve to jeden z najlepszych komików jakiego widział świat. Tym bardziej jakikolwiek tribute do jego złożonej osobowości w serialu będzie postokroć wybrakowany. Dlatego zamieszczam relację gdy wstępował na rozdaniu Grammy i cały świat bił mu brawo za postać bossa Michaela. W pewnym momencie Karasinski(Jim z "The Office") mówi tam, że "The Office" jest jak rodzina a Steve jest jak ojciec...no chyba, że wyjeżdza kręcić jakis wysokobudżetowy film jak np. komedię "Dorwać Smarta", której zwiastun też zamieszczam. Proszę państwa przed wami "the one and only", kochany i uwielbiany, nieoceniony, jeden z popularniejszych ludzi ameryki, jednen z najśmieszniejszych ludzi na tej planecie --40letni prawiczek, agent Maxwell Smart a przede wszystkim boss Michael - Steve Carell!!!
Dlaczego kochamy Dwighta?
Oczywiście kochamy w "The Office" wszystkich równie mocno ale komentarz do poprzedniego newsa natchnął mnie do kolejnego. Zrobiłem więc mały "risercz" w sieci i znalazłem te dwa tributy dla Dwighta. Jasne, że w żadnym stopniu nie oddają wspaniałości jego osoby ale przynajmniej może się łezka w oku zakręcić. A jako trzeci - zwiastun nowej komedii z Rainn "Dwight" Wilsonem w roli głównej - The Rocker. A no i oczywiście link - "Schrute Bucka"(motivation tool) by każdy mógł sobie druknąc.http://farm1.static.flickr.com/212/511118678_f2d315c18d.jpg ;-) Tylko nie próbujcie z nim zadzierac! W końcu jest ochotniczym zastępcą szeryfa na weekendy. ;-P
piątek, 22 sierpnia 2008
"The Office" powraca!!!
Serial, który krytyk New York Timesa nazwał "Jednym z najinteligetniejszych seriali komiediowych w historii amerykańsiej telewizji", Chicago Tribune okreśiło jedynm słowem "Masterpiece" a Newsweek po prostu "Najzajebistszym show na tej planecie" -zdobywca wielokrotnych nagród Emmy serial "The Office" powraca już 25 września. Kochamy bohaterów "The Office". Kochamy "The Office" za to, że pod wielopłaszczyznowym humorem kryje się tu bardzo humanistyczny, mądry serial, który zawsze się podśmiewa ale nigdy nie wyśmiewa. Kochamy za budowane zniuansową kreską postaci. Kochamy za to, że z olbrzymim szacunkiem dla człowieka, wyczuciem i oryginalnością poruszane są tu nierzadko poważne personalne dylematy, dramaty i problemy współczesnego świata. Kochamy "The Office" za inteligetną satyrę i niegłupią refleksję. Kochamy Jima,Dwighta, Pam i innych. Kochamy kamerę, która uchwyca subtelne ludzkie odruchy i reakcje. Kochamy nawiązania do popkultury i świata w ogóle. Kochamy pamiętne sceny, teksty i wyczesane początki. A przede wszystkim kochamy "The Office" za to, że nas i miliony ludzi na całym świecie rośmiesza do łez. No i jeszcze kochamy of course Steve'a Carrella czyli bosa Michaela. Sezon piąty nadchodzi wielkimi krokami. Poniżej zajawki. :D
czwartek, 15 listopada 2007
Czy Malbork to Pers?
Uuuu 0:17 po północy. Ktoś by mógł powiedzieć, że przed chwilą minęła godzina duchów. To oczywiście błąd bo nie wiem czy zdajecie sobie sprawę ale nasz umysł najbardziej podatny na widzenie zjaw, zmór i upiorów wszelakich jest między godziną 2 a 3 w nocy. To taka ciekawostka jakby jakaś czytelniczna młodzież chciała spędzić noc w damsko-męskim towarzystwie np. opowiadając sobie straszne historie(jak wymówicie 5 razy do lustra "Candyman" to zjawi się On we własnej osobie i wypruje z was flaki. Możecie wypróbować gdy będziecie w nocy sami w domu. Niby bajka a nie znam nikogo kto by powiedział więcej niż 4 razy. Ze mną włącznie). Ooo a wiecie, że są takie osoby na świecie(wyczytałem chyba kiedyś na onecie, rym niezamierzony), które przed snem lubią sobie liczyć CAŁKI? Serio!!! Tak, też nie mogłem w to uwierzyć :-). Miałem w nocy napisać przemyślenia odnośnie Shultza i Gombrowicza ale są to zbyt poważne tematy na nasz zabawowy blog, żeby pisać o nich w 30 zaledwie wolnych minut, które mam od czasu nauki do czasu spania. Staram się nie przekraczać 2.30 w nocy :-). Więc postanowiłem, że napiszę wam co nie co o filmie "300 spartan" Zacka Syndera. Z paru powodów. Raz, że to świetny film jest. Dwa, że jak powtarzałem dzisiaj maturalnie antyk na dodatkowych polskich to mi się epigramant pewnien skojarzył. Trzy, że kolega mi wysłał maila z wiadomością, że posiada już ów film na DVD bo jak wiemy w zeszły poniedziałek była Polska premiera tego wydania. A więc skoro wszycy mogą już zdobyć "300" w normalny, cywilizowany sposób to warto go polecić. Nie myślcie, że walczę ogniem i wodą świeconą z piractwem. To złe ale w naszym wieku nieuniknione. Z tym, że oglądanie filmów na marnych kopiach zassanych z internetu i zakodowanych w divixie(pozdro for Jaro) to świętokradztwo i psucie sobie przyjemności z seansu. Na początek macie wyczepisty(i nagradzany) zwiastun z Nine Inch Nails w tle a po opis kliknijcie na "więcej". :-).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6